Paryskie kabarety od ponad stu lat wpisują się w pejzaż miasta, jak wieża Eiffla, Luwr czy Pola Elizejskie. Burzliwe lata świetności mają za sobą, lecz szampańska zabawa trwa w nich do dziś. Magia tancerek o nagich piersiach, długich nogach i zgrabnych pupach zalotnie falujących barwnymi piórami ciągle jakoś tam działa. Mimo kina, telewizji i całego tego zgiełku wokół współczesnego show-biznesu i komercjalizacji seksu. Nad Sekwaną słychać nawet 0 wielkim powrocie paryskich kabaretów. Już jest ich blisko 30, a stale powstają nowe. „Życie jest kabaretem”, jak śpiewała Liza Minnelli. Nic więc dziwnego, że tak jak życie stale się odradza. I będzie tak dopóki ludzie na tej frywolnie piskliwej karuzeli będą się czuć młodsi, weselsi i atrakcyjniejsi niż są zazwyczaj na co dzień. Kabaretowe życie „na niby” ciągle więc się toczy. Bywa różne: snobistyczne, tradycyjne, pretensjonalne.
Lido de Paris należy do kabaretów najbardziej prestiżowych i właśnie snobistycznych zarazem. Nie tylko wspomniana Liza Minnelli miewała tu swoje gościnne rewie. Również Frank Sinatra, Sammy Davis Junior, Shirley MacLaine i wiele innych gwiazd estrady. Przy wytwornie nakrytych stołach zasiadali nie mniej do przestronnej sali. Dalej goście przekazywani są innym panom, tym razem w czerwieni, którzy prowadzą ich do stolików. Reszta należy do kelnerów. O godz. 20 rozpoczyna się spektakl, na razie kulinarny. Szampan na aperitif. Później 3 menu do wyboru. Dziś mistrz kuchni proponuje jako entrée tłustą wątróbkę z kaczki nadziewaną masą ze świeżych fig, krem z homarów z grzankami przyprawiony szafranem, foie gras w galarecie z selerem, piankę z halibuta w maśle szczypiorkowym.
Jako dania główne: wierzch dorady prażony w esencji mięsnej, baraninę limuzyńską pieczoną z tymiankiem i plastry ziemniaków zapiekane z cebulą i śmietaną, filet z wołowiny w sosie śmietankowym z ziemniaczanymi pączkami, pierś z kaczki z kopułą kasztanów. Jako desery: palmę ananasową z kremem angielskim na rumie, ciasto czekoladowe z ziarnami kakaowymi, płonący krem z wanilią i cukrem trzcinowym. W Lido nie tańczy się już kankana. Toulouse-Lautrec mógłby być zawiedziony. Ale bez trudu odnalazłby go w większości innych paryskich kabaretach. Tutaj dawna belle epoque szeroko otworzyła się na świat, na międzynarodową publiczność, na superprodukcje o wyrafinowanej technologii scenicznej. Tradycyjne pióra i stras wymieszały się ze współczesnymi kostiumami z nowych tkanin i skór, z bogactwem biżuterii. Również piosenki w większości śpiewane są po angielsku. To wielka międzynarodowa hybryda „made in Paris”,
